no aż mi się pisać tego nie chce, ale ku pamięci …
Zbliżają się 90 urodziny mojej teściowej ( 3 czerwca)
Piękny wiek – w zdrowiu zgodnie z wiekiem i ze sprawnością umysłową też zgodnie z wiekiem.
Wybieramy się na uroczystość do Stolicy.
Dobrze się stało, że moje angielskie wnuki też mają tydzień ferii i zamierzają przyjechać do prababci.
Generalnie nie lubię głośno mówić o swoich planach,
ale … men’żu zawsze się śmieje, że przesądna jestem…
Wygadał swojej siostrze, że przyjeżdżamy !
Ta wygadała jubilatce!
Paru osobom tez powiedzieliśmy, no bo w zasadzie … dlaczego NIE!
Wszystkie plany pięknie się składały do wczoraj.
Wczesnym przedpołudniem, mój kochany men’żu zaczyna przebąkiwać, że nerki go bolą,
że ma parcie na pęcherz, no i że „chyba mam temperaturę ” mówi – 37,6
No dobrze nie jest .
W domu tylko furagin …
Z dzieckiem moim jestem w kontakcie nieustannym przez komunikatory.
Późnym popołudniem ona przysyła mi wiadomość, że Hanka (4 lata) ma temperaturę 39,3 !!!
Mamy już dwoje chorych!
Dzisiaj powinniśmy wyruszyć do stolicy, ona jutro ma tam przylecieć samolotem do Modlina i mamy ja stamtąd odebrać.
Bilety do teatru dla maluchów kupione, Centrum Kopernika zarezerwowane.
Urodziny prababci nie miały być jedyną atrakcją.
Cała wyprawa stoi pod DUŻYM ZNAKIEM ZAPYTANIA

a mnie wcale nie jest do śmiechu :(